niedziela, 13 stycznia 2019

Rozwój osobisty - od czego zacząć? 10 kroków

Na samym wstępie chciałabym wam bardzo podziękować za życzenia urodzinowe, które zostawiliscie pod ostatnim postem. Czytając je, było mi naprawdę bardzo miło <3 Fajnie, że jestescie! A dzisiaj będzie o rozwoju. Tak jak postanowiłam, w tym roku z powrotem wracają posty typowo pogadankowe. Także jestem i piszę. I tworzę. No dobrze, ale o co mi chodzi z tym rozwojem? Tak naprawdę rozwijamy się przez całe życie. Non stop. Bez przerwy. I to naprawdę fajne, że to wszystko dzieje się ot tak, po prostu. Każdego dnia podejmujemy nowe decyzje, nabywamy nowe doswiadczenia, nową wiedzę, choć tak na co dzień nie przywiązujemy do tego znacznej uwagi. Dzieje się. Po prostu. Samo. Robimy niektóre rzeczy z automatu. Jak roboty. Choć ta wizja nieco przeraża. Ale zauważcie, że to, co traktujemy jako obowiązek, przychodzi nam zdecydowanie łatwiej. Jestesmy zobowiązani do czegos, bo KONSEKWENCJE. W momencie kiedy chcemy zrobić cos, co jest związane z naszą pasją, czyli czyms, co gra nam w duszy, to pojawiają się pewne przeszkody. Mianowicie lenistwo, odkładanie na później, brak wiary w siebie, niepewnosć i strach przed porażką. W efekcie złoscimy się, bo nie skupiamy się na tym, co jest dla nas najważniejsze. I o ile tą wiarę w siebie posiadam, żyję chwilą i nie zastanawiam się, co może się wydarzyć później, to z tym lenistwem i prokrastynacją mam do czynienia zwykle kilka razy na tydzień. I wiecie, co jest najgorsze w tym wszystkim? Że czasami czuję, że mogłabym więcej, mogłabym lepiej i mogłabym mądrzej. WIĘCEJ, LEPIEJ, MĄDRZEJ. Fajnie brzmi, prawda? Tylko trudniej zrobić, by się rzekło...Wiecie, kiedy zakładałam tego bloga, nie sądziłam, że wpłynie on tak bardzo na moje życie, na moje postrzeganie swiata. On był takim, mam wrażenie czyms, co ruszyło machinę w ruch, a w zasadzie mnie. Popchnął mnie do przodu i zmienił na lepsze. No i ciągle zmienia. Bo w końcu rozwijamy się przez cały czas. Blog to był tylko taki nieswiadomy początek mojego swiadomego rozwoju.

środa, 2 stycznia 2019

17 myśli na 17 urodziny, czyli czego nauczyłam się przez ostatni rok

No to witam was już oficjalnie jako 17! Dzisiaj są moje urodziny i powiem wam, że nie dochodzi do mnie jakoś specjalnie fakt, że za równy rok będę już pełnoletnia. Nawet teraz nie czuję się na siedemnastkę ;) Urodzin też na pewno bym nie poczuła, gdyby nie prezenty i mnóstwo życzeń od bliskich, przyjaciół i znajomych, tych pisanych, telefonicznych, mówionych. Serio, nigdy nie było ich aż tyle! To naprawdę przyjemne uczucie, gdy ktoś o tobie pamięta i nie szczędzi ci miłych słów. Wszystkim bardzo dziękuję za pamięć i tak ciepłe słowa! <3 Wracając do tematu posta, chciałabym jakoś podsumować poprzedni rok. Bez zbędnego rozpisywania się, bo nie chcę jakoś się roztkliwiać nad rokiem, który dał mi w kość. 2018 był słodko-gorzki. Miał dwie twarze. Z jednej strony dawał powody do radości, był przychylny w niektórych sprawach, a z drugiej strony strzelał z liścia i odbierał nadzieję na lepsze. Czasami łzy szczęścia ustępowały łzom bezsilności. Ten rok wiele mnie nauczył, wyostrzył mój charakter. Zmienił mnie, a tym samym moje priorytety, bo naprawdę bardzo mocno przewartościowałam swoje życie. A przede wszystkim zrozumiałam, ile siły we mnie drzemie. Oprócz licznych cieni, ten rok miał również radosne przebłyski. Skończyłam gimnazjum z wyróżnieniem, w lipcu mój brat cioteczny ożenił się, dostałam się do wymarzonej szkoły, poszłam na kurs z hiszpańskiego, poznałam wiele nowych świetnych osób i zdobyłam nowych czytelników. Jak teraz tak to wszystko wymieniam, to wydaje się, że był tylko cud, miód i malina. Pozory mylą ;) Ale pomimo wszystko jestem wdzięczna, może nie tyle za rok, ale za pojedyncze radosne wydarzenia i lekcje oraz wnioski, które wyniosłam :) Ten rok to był jeden z przełomów w moim życiu. I wiem, że był potrzebny. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że gdyby nie on i wydarzenia mu towarzyszące, być może nie znajdowałabym się tu, gdzie jestem i nie byłabym takim samym człowiekiem.

niedziela, 30 grudnia 2018

Stare miasto zimą, Boże Narodzenie i wczesne swiętowanie urodzin | BLOGMAS 2

Jak ja dawno tu nie wchodziłam.. Wiem, co powiecie! Nawaliłam po całej linii, jesli chodzi o blogmasy. Na swoje małe usprawiedliwienie powiem wam, że chciałam ten post podzielić na dwa osobne i pierwszy miał wlecieć tu dwudziestego czwartego. Jednak przeliczyłam się, a czas, który tak nieubłaganie płynie.. wróć!...czas, którego nie potrafię ogarnąć, żeby się zorganizować, nie pozwolił mi na pisanie. Ale muszę przyznać, że nie czuję się z tym źle. Naprawdę. Chyba po prostu nauczyłam się wybaczać sobie pewne rzeczy. Teraz tylko czekam, aż wy mi wybaczycie tę ciszę na blogu ;) Ale wyobraźcie, że ten wpis, który miał być w Wigilię mógłby wcale nie powstać. Dlaczego? Rzecz jasna z mojej wygórowanej ambicji i głupiego dążenia do perfekcji. Ostatnio wpadam w jakąs paranoję i czasem wydaje mi się, że to, co robię, nie jest wystarczająco dobre. Na całe szczęscie po kilku dniach się opamiętałam i wrzuciłam na luz. Dalej od siebie wymagam, ale równoczesnie pozwalam sprawom płynąć na własnych zasadach, we własnym tempie. W każdym razie dzięki tym wolnym dniom naprawdę wypoczywam. W ogóle wyrzuciłam ze swoich mysli, że istnieje cos takiego jak 'szkoła'. Codziennie zasypiam bez stresu i nie myslę jak mało godzin mi zostało do pobudki, budzę się ze spokojem i mogę sobie pozwolić na przewracanie się z boku na bok nawet dobre pół godziny, czytam książki, oglądam filmy, porządkuję sobie w głowie pewne sprawy i... czy ja wam kiedys mówiłam, że lubię bezstresowo, spokojnie i bez pospiechu żyć? :D Uderzając w sedno, mówię i piszę to z czystym przekonaniem: nareszcie poczułam, że jestem człowiekiem, a nie tylko uczniem.

niedziela, 9 grudnia 2018

Intensywny tydzień, łyżwy i mikołajki | BLOGMAS #1

piękny, złoty zachód słońca <3 // na rogu, takie ładne kamieniczki w srodku miasta // taki rzadki okaz wam przedstawiam - ja w berecie // od czwartku już można podziwiać dekoracje swiąteczne, piękna choina *.*

Nawet nie macie pojęcia, jaka jestem podekscytowana, pisząc słowo "blogmas". Uwielbiam świąteczny czas, rzeczy z nim związane, oglądam co roku blogmasy na YT i nie wyobrażam sobie, żeby na moim blogu zabrakło postów z przygotowań do Świąt. Jak już widzicie po tytule, ten tydzień był dosyć pracowity, przez co praktycznie codziennie zarywałam noce i spałam po 5 godzin. Nie wyobrażam sobie ciągnąć tego w ten sposób, dlatego zabrałam się do pisania tego posta w ciągu dnia, żeby nie zostawiać sobie tego na wieczór. Szczerze mówiąc, gdyby nie ten kawałek internetu, który jest moją odskocznią, chyba bym zwariowała... To jeszcze bardziej mnie utwierdza (oczywiście oprócz waszych przemiłych, budujących komentarzy <3), że to, co robię, jest dobre. Kiedy nadszedł piątek po prostu padłam. Dobrze, że kończę wcześniej lekcje i dzięki temu mogę wracać wcześniej do domu... Skończyło się na tym, że zjadłam moje ulubione ciasteczka z przepysznym wegańskim jogurtem (btw. polecam! jest w stokrotce..), w międzyczasie włączyłam sobie zaległe vlogmasy i kiedy przeniosłam się na kanapę, najnormalniej w świecie usnęłam. Dobrze, że mama obudziła mnie na obiad, bo bym spała pewnie do następnego dnia. Tak czy inaczej zawsze wychodzę z założenia, że nawet w gorsze dni trzeba szukać pozytywów i tym samym jestem ogromnie wdzięczna, że w tym tygodniu byłam pierwszy raz po dwóch latach na łyżwach, poznałam nową knajpkę w Lublinie, dostałam piękne prezenty na mikołajki, z których się ogromnie cieszę (DZIĘKUJĘ <3) i ośmieliłam się zadać pytanie Hiszpanowi po hiszpańsku, ponieważ przyszedł do mojej grupy na luźną rozmowę (nie wiem czy wspominałam, że chodzę w szkole na kurs z hiszpańskiego??), pomimo tego, że się stresowałam i nie do końca byłam pewna moich umiejętności... Szkoda jedynie, że nie mogę całego grudnia spędzić w spokoju, bez stresu... Ale odbiję już sobie za 2 tygodnie :)

niedziela, 2 grudnia 2018

Bullet Journal - GRUDZIEŃ 18'

Długo wyczekiwany przeze mnie miesiąc wreszcie nadszedł, a ja pełną parą wkraczam swiątecznie w blogowe 4 kąty. Ostatni post o bullet journalu pojawił się we wrzesniu, a potem nastąpiła cisza. Nie oszukujmy się, październik i listopad potraktowałam po macoszemu. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zregenerowałam siły, musiałam przemysleć kilka spraw i..będę tu częsciej! A to dlatego, że...będą blogmasy! :) A to oznacza tylko jedno: będę tu srednio raz na tydzień, a czasem może nawet więcej, co nie zdarza się za często. Będzie to miły wyjątek od reguły, choć nie ukrywam, że w przyszłym roku chciałabym bywać tu o wiele częsciej. Pożyjemy, zobaczymy!  Na pierwszy blogmas musicie jeszcze małą chwilkę poczekać, a dzisiaj chciałam wam zaprezentować mój bullet journal na miesiąc, który według mnie jest najlepszym czasem na refleksje, podsumowania i co najważniejsze: przewartosciowania swojego życia i ustalenia priorytetów. Grudzień ma to do siebie, że chcąc nie chcąc skupiamy się na najważniejszym, czyli na rodzinie i... na sobie. To wtedy zastanawiamy się najczęsciej, co dobrego upichcić bliskim, co im fajnego podarować na Gwiazdkę. Naszym priorytetem w tym czasie jest też odpoczynek i zajęcie się naszymi pasjami oraz wyznaczenie celów na nowy rok. To niesamowite jak Swięta potrafią zmobilizować człowieka do czynnosci, o których na co dzień zapominamy bądź odkładamy na później, pomimo, że są one ważne. To jest własnie ta cała magia Swiąt :)

sobota, 10 listopada 2018

Rachunek sumienia, czyli 7 pytań, które warto sobie zadać przed nowym rokiem

Listopad od zawsze kojarzył mi się z pluchą, deszczem, przenikliwym zimnem i złym samopoczuciem. Jakże miłe było zaskoczenie w tym roku, gdy 1 listopada swieciło słońce i było w miarę ciepło. Ale żeby nie było tak pięknie i kolorowo, życie musiało sobie ze mnie zakpić po raz kolejny i w zeszły weekend dopadła mnie gorączka, prawie 40(!) stopni... I tak 4 dni wolnego poszło się rypać.. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i wczoraj byłam na zakupach i dokupiłam kilka swetrów, co by mi było jeszcze cieplej, wychodząc prawie codziennie o 6.30 z domu. Swetry niestety mają to do siebie, że się szybko mechacą i  co sezon trzeba dokupić kilka nowych sztuk.. Stare oczywiscie mają drugie życie i chodzę w nich po domu. Tak czy siak zaopatrzyłam się też w czapkę i cos, nad czym długo się zastanawiałam, czyli... uwaga! Beret. Czarniutki. Z pomponem. W każdym razie zostałam moherem w wieku prawie 17 lat. Spoko. Ale dzisiaj nie o tym. Najpierw chciałam napisać cos zupełnie z innej beczki, ale potem stwierdziłam, że to może poczekać i zdecydowałam się nabazgrać do was kilka słów, a własciwie napisać, o czym teraz tak gorączkowo rozmyslam.

piątek, 19 października 2018

phone photos

jesień! <3 // okiem przyjaciółki w Mrau Cafe; za oknem kolorowo, ale jesli chodzi o pogodę, to już nie za bardzo - ratują mnie w tej chwili tylko ciepły polar, długie skarpetki i herbata // podróże małe i duże #carview // S Ł O N E C Z N I K I <3<3<3

Podziębione dzień dobry! Tak, przeziębienie dopadło i mnie (już drugi raz od wrzesnia!), a już myslałam, że mnie nie ruszy... Stos lekcji do przepisania, zaległe prace do oddania, to nie jest dobry mix szczególnie wtedy, gdy próbujesz wyjsć z przytłaczającej aury, jaką czasami sieje jesień. Ale też nie można mówić, że jest źle, bo... własnie! Dzisiaj przyszedł moment, w który muszę powiedzieć wam cos, z czym zwlekałam dosyć długo. Dlaczego tak się z tym ociągałam? Dlatego, że przez pierwsze 2 miesiące wakacji nie do końca mogłam w to uwierzyć i zastanawiałam się czy przypadkiem we wrzesniu nie okaże się to zwykłym żartem, a potem jakos tak  nie było okazji i nie chciałam tego wplątywać do innych postów tematycznych. A że w końcu mamy zdjęcia z telefonu, których nie było baaardzo długo, to taka dłuższa pogaducha powinna mieć miejsce, co nie?

piątek, 21 września 2018

Bullet Journal - WRZESIEŃ 18'

Najlepszego momentu nigdy nie da się wyczuć. Zawsze przychodzi nieoczekiwanie i spontanicznie. Dlatego też dopiero dzisiaj publikuję bullet journal na wrzesień. A obiecałam sobie, że posty o BuJo będą pojawiały się regularnie co miesiąc! Cóż, wyszło jak wyszło, a wy możecie dopiero dzisiaj obserwować efekty mojego wrzesniowego plannera. Jeżeli chodzi o motyw przewodni, to postawiłam tym razem na słoneczniki. Są one co prawda kojarzone z latem, ale chciałam zatrzymać chociaż nutkę tego ciepłego powiewu na kartkach. Troszkę się narobiłam z nimi, ale myslę, że warto, bo wyszły całkiem całkiem. Wrzesień, to miesiąc, w którym powoli przełączam się z letniego trybu na jesienny, a więc cele czy też nawyki, na które się zdecydowałam w tym miesiącu są połączeniem jeszcze takiej swobody z delikatnym wprowadzeniem organizacji czasu, która będzie mi bardzo potrzebna, gdy zacznie się robota na pełnych obrotach. Trochę spóźniony post, ale uwierzcie, że wczesniej się nie dało. Związane jest to z pewną rzeczą, o której opowiem wam na dniach. Już nie mogę się doczekać!
Kopiowanie lub rozpowszechnianie zdjęć oraz treści zawartych na moim blogu "Mysląc inaczej" bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - KARALNE!