piątek, 5 maja 2017

W poszukiwaniu wiosny


Jak to zawsze bywa, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Tak jest i tym razem. Minęła majówka, zresztą bardzo spokojnie, a teraz znowu trzeba brać się do roboty, co jak możecie się domyslić, wcale mnie nie cieszy.. Aktualnie mam wolne do końca tego tygodnia, także zupełnie nie wiem, czemu narzekam.. Ale tak to już jest.. Zresztą sami rozumiecie, że kiedy człowiek zasmakuje trochę wolnosci, to później ciężko mu się przestawić. Jakiejs wielkiej dramy nie ma, jednak mam do odhaczenia z listy rzeczy niecierpiących zwłoki kilka rzeczy do zrobienia. Ale nie ma co się dołować, bo za kilka miesięcy i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia, więc po co mam się denerwować, tracić nerwy? Bez sensu. Jeżeli chodzi o majówkę, to jak już wspomniałam wczesniej spędziłam ją dosyć spokojnie, w gronie rodzinnym. Nigdzie nie wyjeżdżałam, oprócz do babci i najnormalniej w swiecie rozkoszowałam się wolnymi dniami, które nawet nie były takie złe pod względem pogody.., która ostatnio szaleje! Zupełnie jak w kalejdoskopie.. W dzisiejszej notce pokazuję wam fotografie z ostatnich dni, z których nie jestem może w pełni zadowolona (każdego zawsze stać na więcej!), lecz widzę postępy. A to już cos! Są to moje amatorskie fotografie przedstawiające budzącą się do życia przyrodę, rzecz jasna, moim okiem ;) Bo każdy wiosnę odbiera inaczej. Jedni cieszą się, że niedługo wakacje, inni przeżywają maturę, testy, zaliczenia, niektórzy gdzies wyjeżdżają, a ja biegam i zachwycam się każdym napotkanym cudem natury.. :) Dzięki temu, że pokazuję wam moje pstrykadła, mogę wystawić się na opinię publiczną, a to dla mnie bardzo ważne. Często sami nie zauważamy u siebie zmian, w naszej twórczosci, a czytelnicy wręcz przeciwnie - piszą, komentują, co mnie ogromnie cieszy!

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Something new!

Przychodzę do Was z postem, który już od dłuższego czasu siedział w mojej głowie.. Otóż, co i jak, dlaczego? Pomyslałam, że fajnym pomysłem byłoby pokazywać wam jakies nowosci bądź perełki, które zagosciły u mnie na dłużej i które mogłabym wam z czystym sumieniem polecić. Bo co jak co, ale blog to nie tylko ja, moje sprawy, takie jakby egocentrum, ale także wasze miejsce inspiracji. Myslę, że wprowadzenie takiej kategorii, w której pokazuje wam co nieco moje zdobycze jest dobrym pomysłem. Niektóre rzeczy są na stanie w sklepach i możecie je kupić, a niektóre totalne unikaty, którymi możecie się zainspirować. To jak? Koniecznie dajcie znać czy mam kontynuować tą...serię? Szczerze mówiąc sama nie wiem jak to nazwać. W każdym razie przechodzimy od razu do sedna, po co zwlekać!

piątek, 14 kwietnia 2017

zero ładu i składu, czyli mój pierwszy rok blogowania

Jakies 2 posty temu mogliscie przeczytać wstępne, niedopracowane przemyslenia dotyczące mojego pierwszego roku blogowania. I myslałam, że tak to zostawię. Grubo się myliłam.. Ktos kto mnie zna, to już wie, że jak cos nie daje mi spokoju, są jakies niedopowiedzenia, niedomówienia, cos jest nie jasne, bardzo mnie to męczy. Tak jest i w tej chwili. 9 kwietnia minął pierwszy rok mojego blogowania, okrągły rok pełen radosci, niepewnosci, błędów, kreatywnosci, samorealizacji, odkrywania siebie.. i nie wiadomo co jeszcze. Emocjom nie było końca, a ja do tej pory czasem się zastanawiam, jak doszło do tego, że postawiłam tak wielki krok na swojej drodze. Dla niektórych może się wydawać to błahostką, ale ten jeden, jedyny krok zmienił w moim życiu naprawdę wiele rzeczy. Dla mnie było to cos przełomowego, cos co dało mi wiarę w siebie, odwagę, smiałosć. Przełamałam barierę, która i tak powoli zaczynała słabnąć, ale nie dawała za wygraną i nieraz podkładała mi kłody pod nogi, które powodowały, że często cos, co chciałam powiedzieć, zrobić, znikało w czelusciach mojej głowy i nigdy nie wyszło na swiatło dzienne.. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

so sunny days!

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mamy wiosnę, proszę państwa! Nic do ukrycia, że jest to moja ulubiona pora roku. Już nieraz wspominałam, że uwielbiam wygrzewać się na słońcu i choć kocham nosić grube swetrzyska, to jednak z chęcią zarzuciłam dzisiaj (i to dopiero wieczorem!) bluzę. W marcu moja aktywnosć na blogu nieco spadła. W sumie dużo się działo. W szkole miałam próbne testy, potem jakies kolejne zaliczenia. No cóż. Jakby nie było. Są rzeczy ważne i te ważniejsze. A ja już z natury jestem taka, że najpierw obowiązki, a potem przyjemnosci.. Niektórzy nie mają pojęcia jak boli fakt przesiadywania ponad połowę dnia w czterech scianach, w szkole bądź w domu, gdy za oknem taka piękna pogoda! I tu wcale nie chodzi o fakt, że nie chce mi się uczyć, po prostu ubolewam, że tak mało czasu spędzam na dworze, bo po prostu brakuje czasu... Ale już dosyć tego narzekania! Pomimo, że wam tu biadolę, muszę przyznać, że mam naprawdę dzisiaj dobry humor. Jak na niedzielę wstałam dosyć wczesnie i  wyszłam na spacer z Niuńką, a potem pojechałam do mojej babci, także cieszę się, bo narobiłam mnóstwo zdjęć! Ogólnie rzecz biorąc zauważyłam, że blog staje się czyms w rodzaju telefonicznego pamiętnika. Bardzo polubiłam tworzyć dla was takie posty, bo czytając komentarze widzę, że takie mixy wam się podobają. Zresztą i ja mogę w każdej chwili powrócić do wspomnień, które są uporządkowane i przypominają mi jakies fajne momenty ;)
Zdjęcia z telefonu, jak to zdjęcia z telefonu. Jedne wspomnienia szczegółowo udokumentowane, tzn. idealnie, starannie wykadrowane, a inne zupełnie spontanicznie, dosłownie przez przypadek uchwycone w sekundzie, i takie chyba są czasami najlepsze!

niedziela, 19 marca 2017

Everything is changing

Po pewnym czasie każdy zdążył się już zorientować, że bardzo lubię wyciągać wnioski z przeróżnych rzeczy. I to wcale nie pochopne! W zasadzie mogłabym to, co teraz przeczytacie, opublikować za miesiąc, gdy blog będzie obchodził swoje pierwsze urodziny, jednak ja, która musi wszystko "na już", nie mogę się powstrzymać i muszę nabazgrać kilka słów o tym, co się zdarzyło przez ten prawie rok. Rok zmian. Jak z pewnoscią sami zauważacie, życie toczy się, a własciwie nieubłaganie pędzi do przodu. Sama nie mogę w to uwierzyć, że nie dawno, a konkretnie 1,5 roku temu zaczęłam gimnazjum i zanim się obejrzę będę musiała wybierać kolejną szkołę. Życie to pasmo wyborów. I własnie jednym z takich wyborów, trochę spontanicznym, a trochę przemyslanym było założenie bloga. I to nie było takie wielkie bum. Nie zaczęłam z przytupem, nie myslałam wtedy o tym, czy ktos mnie polubi, czy komus spodoba się moja twórczosć, chciałam po prostu tworzyć. I kreować. Swoje własne miejsce w internecie. Przede wszystkim dać upust swoim emocjom i myslom. Dopiero później metodą prób i błędów, krok po kroczku wszystko układało się w jedną całosć, ewoluowało i zmieniało się wraz ze mną.

niedziela, 12 marca 2017

phone photos

Nawet nie wiecie jak wkurza mnie fakt, że blog schodzi na dalszy plan w moim życiu. To miejsce jest miejscem dla mnie ważnym, dlatego nie wyobrażam sobie robić dłuższych przerw. Ale jak to bywa w życiu, czasami wszystko się sprzeciwia i nic nie jest tak, jakbysmy tego chcieli. Mam pomysłów do groma i ciut, ciut, ale problem leży w realizacji. Bywa, że mam pomysł na posta, a nie mam czasu na zrobienie zdjęć, albo na odwrót; zdjęcia są, a wpis czeka aż się do niego zabiorę.. Muszę też przyznać, że kolejne 2 tygodnie rozłąki sprawiły, że wyszłam z wprawy. Tak to już jest. Dlatego nie lubię takich przymusowych przerw, przez które potem trudniej mi się skupić na pisaniu i brakuje mi słów. Tak czy inaczej mam nadzieję, że teraz, gdy nadchodzi wiosna coraz częsciej będą się pojawiały wpisy. Bardzo bym tego chciała, bo gdy obowiązki biorą górę nad wszystkim, czuję, że moje życie kręci się tylko wokół nich, a ja nie mam chwili oddechu, wytchnienia. Ostatnimi czasy cykam coraz więcej zdjęć telefonem, więc uznałam, że przyszedł czas na kolejny wpis z tej serii. Mam nadzieję, że taki luźny post wam się podoba. Dla mnie jest to taki mały pamiętnik, do którego mogę wrócić i przypomnieć sobie, co takiego robiłam, np. w lutym bieżącego roku :)

w drodze do babci, taki typowy #carview, tego dnia było naprawdę słonecznie, aż tęsknię do tamtych ciepłych dni, ale mam nadzieję, że już niedługo! // kwiatuchy - moje ulubione! <3 a tak swoją drogą, to przez ostatni miesiąc było totalne oblężenie pod względem liczby bukietów jakie dostałam! ;) // najlepsze dżinsy pod słońcem // nowa książka, o której co nieco opowiem już niedługo..


niedziela, 26 lutego 2017

streets of London, part 2

Mamy niedzielę, a ja czuję się jakby był srodek tygodnia. Co tu dużo mówić. Istny kocioł, jak to się mówi. Pomijając ten fakt, zrobiłam sobie chwilę przerwy i uznałam, że wypadałoby w tym ostatnim poscie z Londynu co nieco tą wycieczkę podsumować. I tak. To już ostatni post. Czy mnie to cieszy? I tak, i nie. Z jednej strony już mogę dodawać wpisy tematyczne, których ostatnio tutaj naprawdę brakowało, a z drugiej trochę szkoda, bo przygotowując te posty miałam chwilę odskoczni i całkowicie zapominałam o tym, co się dzieje dookoła mnie. Także dzisiaj robiąc sobie tą krótką przerwę, wracam myslami do ostatniego dnia pobytu w Londynie.. Wtedy była taka piękna pogoda, swiciło słońce i było tak ciepło! Teraz tylko czekać, aż u nas zawita ta pełna zieleni pora roku. No własnie. Wiosna, gdzie ty jestes? W każdy  razie przeglądajcie te pełne słońca zdjęcia i gdzies na samym końcu przeczytacie o moich ogólnych wrażeniach ;)

czwartek, 23 lutego 2017

Trip to Oxford

Mam już swoją zieloną herbatkę, a więc mogę zaczynać posta ;) Otóż... Zmiana planów! Miałam zamiar pokazać Wam drugą częsć 'streets of London', ale się rozmysliłam. Wiem, że podobał Wam się strasznie poprzedni post, ale uznałam, że tak będzie lepiej. Po prostu. Mam nadzieję, że te kilka dni nie zrobi Wam różnicy? W każdym razie jednodniową wycieczkę do Oxfordu zaliczam do udanych. Mielismy chyba tam najwięcej czasu wolnego i ja oczywiscie rzuciłam się pierwsze co do Primarka, oczywiscie ;) A że to był nasz przedostatni dzień w Londynie, a ja jedyne co kupiłam, to słodycze, rzuciłam się w wir zakupów jak głupia! I cały czas: nie, to za drogie, nie, to jest zrobione z paskudnego materiału, nie, te skarpetki mają tylko 26 procent bawełny... Dziewczyno! Opanuj się! Jestes w końcu w Londynie! Zaszalej sobie, a nie się szczypiesz i nic ci nie pasuje! Ale cóż... jestem naprawdę wybredna jesli chodzi o zakupy.. Suma sumarum kupiłam sobie kilka fajnych rzeczy, m.in. torbę, taką typową szmaciankę (chyba wiecie o co mi chodzi) za 1 funciaka. Rzecz jasna jedno ucho po pewnym czasie odmówiło jakiejkolwiek współpracy i zaczęło się odpruwać, ale spokojnie! Sytuacja opanowana i ucho jest na swoim miejscu ;) Jeżeli chodzi o pogodę, to tego dnia była ona iscie paskudna! Lało i padało na przemian, ale to nie zmąciło mi humoru. Rekompensatą były przepiękne domki, które zobaczycie gdzies poniżej. Naprawdę się w nich zakochałam! Architektura brytyjska cały czas mnie zadziwiała! Jest w jakis sposób dla mnie wyjątkowa. I te stare budynki, i te nowe, różowe bądź błękitne.. Cudo po prostu! Takie domy marzeń! Przynajmniej dla mnie!