poniedziałek, 17 lipca 2017

phone photos

lody tajskie, tu:malina i oreo, pychota! naprawdę POLECAM // na pogaduchach. a gdzie? IKEA po sąsiedzku rzecz jasna! ;) koniecznie muszę się poprawić, tym razem ciasto mieli naprawdę pyszne! // więcej zdjęć z tego wpisu zobaczycie tutaj // wnętrze tej klimatycznej kawiarenki...

Nie mam bladego pojęcia jak to się stało, ale niestety, minęło już połowę lipca. Szok, jak ten czas szybko leci! Dodatkowo zastanawiam się jak to możliwe, że już kolejny raz jak piszę dla was posta, na dworze jest masakryczna pogoda. I gdzie to lato, ja się pytam?! Pomijając wybryki natury, stwierdziłam, że dawno nie było 'phone photos' na blogu, bo nie wiem jak wy, ale ja tę serię postów uwielbiam. Fajnie tak sobie wrócić, cofnąć się kilka postów wstecz i popatrzeć, co robiłam w danym tygodniu, miesiącu etc. Jak już kiedys pisałam, blog to trochę też mój pamiętnik, skarbnica ważnych dla mnie momentów, z którymi chcę się z wami dzielić. Bywają chwile, kiedy sobie myslę, że tak bym chciała dodawać posty co kilka dni, żeby była różnorodna tematyka itd. I uwierzcie mi, że mogłoby tak być, gdyby nie moje niezorganizowanie. Wakacje wakacjami, ale muszę przyznać, że zrobiłam się strasznie rozlazła, chodzę spać późno, a potem wstaję o 10 i dzień umyka jakby go kto gonił. Denerwuje mnie ten fakt i muszę to jak najszybciej zmienić! Myslę, że uda mi się częsciej pisać, a przede wszystkim robić zdjęcia pod koniec lipca i na początku sierpnia, wczesniej mam już cos zaplanowane, ale co dokładnie, to dowiecie się czytając kolejne posty. Także już bez zbędnego przedłużania zostawiam was ze zdjęciami, tam dowiecie się nieco więcej o tym, co robiłam podczas moich pierwszych dni lata.

sobota, 8 lipca 2017

Summer in the city

Lato...  Taki piękny i beztroski czas w roku, w którym wracam do dzieciństwa. I choć równie prędko znika, co się pojawia, stanowi zawsze dla mnie zakończenie pewnego etapu w życiu i rozpoczęcie się nowego. To taki reset. Stan pomiędzy tym, co było i tym, co będzie. Wdychając słodki zapach wieczornego, rzeskiego powietrza, słuchając koncertu swierszczy późną porą, jedząc przepyszne lody, zbierając letnie owoce, dary lata, spacerując wsród polnych kwiatów wdzięczących się do słońca, chwytając promyki, które otulają moją twarz, hustając się coraz wyżej i wyżej na hustawce u mojej babci, która pamięta mnie jeszcze za czasów małego smyka, słuchając szumu fal, morza, przyglądając się ludziom.. to takie niezwykłe..każdy gdzies biegnie, ma swoje sprawy..ile ludzi, tyle niezwykłych jednostek, które do czegos zmierzają, a mury..mury miasta obserwując toczące się wokół nich życie zapisują niepowtarzalną historię... czuję i pochłaniam klimat lata...

czwartek, 29 czerwca 2017

First time with my camera!

Jak mijają wam pierwsze dni wakacji? Muszę przyznać, że musiałam chwilę zregenerować siły i.. totalnie przepadłam oglądając filmy! Jeżeli ktos jest tutaj ze mną dłużej, to na pewno wie, że moimi ulubionymi książkami są te o Harrym Poterze, także myslę, że już domyslacie się, do jakich filmów się dobrałam ;) Suma sumarum odkładanie tego posta odbywało się na porządku dziennym, bywało też, że z powodu burzy, która dzisiaj daje nieźle popalić u mnie w miescie. Tak czy inaczej wreszcie mamy wakacje! Uwielbiam ten czas w roku, gdy po prostu nie muszę nic.. no może nie zupełnie nic, ale jednak.. czy to już objawy potwornego lenistwa? Tak naprawdę w ostatnim tygodniu prawie codziennie miałam cos do roboty popołudniami, ale oczywiscie nie na to, co bym najbardziej chciała, a mianowicie: fotografia! Tak, to o tym chciałam dzisiaj poruszyć na blogu.

sobota, 17 czerwca 2017

po sąsiedzku

Korzystając z okazji, że na dworze ponuro i nieciekawie, zasiadłam wreszcie przy komputerze i próbuję skleić dla was posta. Nie lubię takich paskudnych dni, ale mają one też swoje plusy - mogę z czystym sumieniem się do was odezwać i pokazać, co się u mnie działo przez ostatnie dni. Szczerze mówiąc, to nie pamiętam, żebym w czerwcu (i to w połowie!) siedziała w bluzie i pod kocem... Ale mniejsza o to.  Już od dłuższego czasu chciałam się spotkać z siostrą, cos razem porobić, pogadać, ale zawsze cos nam stawało na przeszkodzie. A to ja nie mogłam, a to ona, aż w końcu wczoraj zgadałysmy się dosć spontanicznie i  wyskoczyłysmy do miasta. Siostra zaprowadziła mnie do kawiarenki znajdującej się w sródmiesciu, która totalnie mnie oczarowała! Mowa tutaj oczywiscie o 'Ikei po sąsiedzku'. Pomimo że był piątek tuż po Bożym Ciele, to ludzi było do groma i ciut ciut.. Dlatego też było trochę niezręcznie robić zdjęcia.  Wyszło jak wyszło, ale kilka ujęć cyknęłam, nie takie jakie bym chciała, ale myslę, że te wystarczą, aby oddać w zupełnosci klimat tego miejsca. Zamówiłysmy sobie tarty, ale szczerze mówiąc spodziewałam się czegos więcej jeżeli chodzi o ciasta, ciasteczka, babeczki itd., ale lemoniada borówkowa była przepyszna! Nie ukrywam, że uwielbiam piękne wnętrza i lubię się takimi otaczać. Klimat tego miejsca przerósł moje najsmielsze oczekiwania i na pewno tam jeszcze wrócę!

niedziela, 4 czerwca 2017

phone photos

Ostatnio w moim życiu bardzo dużo się dzieje. Jest mi okropnie z myslą, że nie pisałam tu aż przez miesiąc. To nie był problem z weną, pomysłem na zdjęcia, po prostu dużo myslałam na temat blogowania. Jeżeli jestescie ze mną tutaj dosć długo, to na pewno zauważyliscie, że blog przeszedł już kilka metamorfoz włącznie ze mną. Wiecie.. ludzie cały czas się zmieniają, ja również. Zaczynam postrzegać różne rzeczy inaczej, zmieniają mi się poglądy, pasje, zainteresowania. To bardzo fajne, że to zauważam i staram się próbować nowych rzeczy, ale jest jeden minus tego wszystkiego. Te zmiany w moim swiatopoglądzie strasznie kolidują z blogiem. Zaczynałam jako niesmiała pierwszogimnazjalistka, która nie chciała dodawać swoich zdjęć, chciała przekazywać ludziom swoje przemyslenia, w głębokim, refleksyjnym tonie. Teraz też lubię sobie pofilozofować, ale zauważyłam, że z czasem takie pisanie mnie denerwowało. Stałam się bardziej bezposrednia i nazywam rzeczy po imieniu, a nie owijając w bawełnę. Od zawsze chciałam, żeby to miejsce było skarbnicą postów, do których ludzie wracają, inspirują się. Już kilka razy pisałam o tym, że nie mogę się okreslic. Przede wszystkim dlatego, że kłóciło się we mnie to, co modne i to, co chciałam przedstawiać, a to też się zmieniało i prowadziło do frustracji.. Po ponad roku działalnosci czasami boli, że niektóre rzeczy nie poszły tak, jakbym tego chciała. Myslę, że za kilka lat kiedy wrócę do starych postów, będę miała usmiech od ucha do ucha. Może czytelnicy nie zauważają zmian we mnie, w przekazywanych tresciach, ale ważne, że ja je czuję i widzę, jak się wszystko zmienia. Obecnie stawiam na fotografię, cos o czym jeszcze rok temu nawet bym nie pomyslała! Chcę przedstawiać siebie, swoje zainteresowania, podboje z fotografią, to, co mnie dotyczy (może cos związanego z modą?, kto wie..), ale też nie zapominam o was, jeżeli macie jakies pytania do mnie, to smiało je zadawajcie, być może nawet jakąs odpowiedź rozwinę w formie posta.. Myslę, że jest to przepis na mojego bloga. Nie robić nic pod publikę, robić to, co się kocha, bo tylko tak zgromadzi się wokół siebie wiernych czytelników :)

piątek, 5 maja 2017

W poszukiwaniu wiosny


Jak to zawsze bywa, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Tak jest i tym razem. Minęła majówka, zresztą bardzo spokojnie, a teraz znowu trzeba brać się do roboty, co jak możecie się domyslić, wcale mnie nie cieszy.. Aktualnie mam wolne do końca tego tygodnia, także zupełnie nie wiem, czemu narzekam.. Ale tak to już jest.. Zresztą sami rozumiecie, że kiedy człowiek zasmakuje trochę wolnosci, to później ciężko mu się przestawić. Jakiejs wielkiej dramy nie ma, jednak mam do odhaczenia z listy rzeczy niecierpiących zwłoki kilka rzeczy do zrobienia. Ale nie ma co się dołować, bo za kilka miesięcy i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia, więc po co mam się denerwować, tracić nerwy? Bez sensu. Jeżeli chodzi o majówkę, to jak już wspomniałam wczesniej spędziłam ją dosyć spokojnie, w gronie rodzinnym. Nigdzie nie wyjeżdżałam, oprócz do babci i najnormalniej w swiecie rozkoszowałam się wolnymi dniami, które nawet nie były takie złe pod względem pogody.., która ostatnio szaleje! Zupełnie jak w kalejdoskopie.. W dzisiejszej notce pokazuję wam fotografie z ostatnich dni, z których nie jestem może w pełni zadowolona (każdego zawsze stać na więcej!), lecz widzę postępy. A to już cos! Są to moje amatorskie fotografie przedstawiające budzącą się do życia przyrodę, rzecz jasna, moim okiem ;) Bo każdy wiosnę odbiera inaczej. Jedni cieszą się, że niedługo wakacje, inni przeżywają maturę, testy, zaliczenia, niektórzy gdzies wyjeżdżają, a ja biegam i zachwycam się każdym napotkanym cudem natury.. :) Dzięki temu, że pokazuję wam moje pstrykadła, mogę wystawić się na opinię publiczną, a to dla mnie bardzo ważne. Często sami nie zauważamy u siebie zmian, w naszej twórczosci, a czytelnicy wręcz przeciwnie - piszą, komentują, co mnie ogromnie cieszy!

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Something new!

Przychodzę do Was z postem, który już od dłuższego czasu siedział w mojej głowie.. Otóż, co i jak, dlaczego? Pomyslałam, że fajnym pomysłem byłoby pokazywać wam jakies nowosci bądź perełki, które zagosciły u mnie na dłużej i które mogłabym wam z czystym sumieniem polecić. Bo co jak co, ale blog to nie tylko ja, moje sprawy, takie jakby egocentrum, ale także wasze miejsce inspiracji. Myslę, że wprowadzenie takiej kategorii, w której pokazuje wam co nieco moje zdobycze jest dobrym pomysłem. Niektóre rzeczy są na stanie w sklepach i możecie je kupić, a niektóre totalne unikaty, którymi możecie się zainspirować. To jak? Koniecznie dajcie znać czy mam kontynuować tą...serię? Szczerze mówiąc sama nie wiem jak to nazwać. W każdym razie przechodzimy od razu do sedna, po co zwlekać!

piątek, 14 kwietnia 2017

zero ładu i składu, czyli mój pierwszy rok blogowania

Jakies 2 posty temu mogliscie przeczytać wstępne, niedopracowane przemyslenia dotyczące mojego pierwszego roku blogowania. I myslałam, że tak to zostawię. Grubo się myliłam.. Ktos kto mnie zna, to już wie, że jak cos nie daje mi spokoju, są jakies niedopowiedzenia, niedomówienia, cos jest nie jasne, bardzo mnie to męczy. Tak jest i w tej chwili. 9 kwietnia minął pierwszy rok mojego blogowania, okrągły rok pełen radosci, niepewnosci, błędów, kreatywnosci, samorealizacji, odkrywania siebie.. i nie wiadomo co jeszcze. Emocjom nie było końca, a ja do tej pory czasem się zastanawiam, jak doszło do tego, że postawiłam tak wielki krok na swojej drodze. Dla niektórych może się wydawać to błahostką, ale ten jeden, jedyny krok zmienił w moim życiu naprawdę wiele rzeczy. Dla mnie było to cos przełomowego, cos co dało mi wiarę w siebie, odwagę, smiałosć. Przełamałam barierę, która i tak powoli zaczynała słabnąć, ale nie dawała za wygraną i nieraz podkładała mi kłody pod nogi, które powodowały, że często cos, co chciałam powiedzieć, zrobić, znikało w czelusciach mojej głowy i nigdy nie wyszło na swiatło dzienne.. 
Kopiowanie lub rozpowszechnianie zdjęć oraz treści zawartych na moim blogu "Mysląc inaczej" bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - KARALNE!