niedziela, 26 stycznia 2020

Afirmacja | list do wewnętrznego "ja"

 "Cień jest dowodem na to, że istnieje światło. Nie zawsze trzeba bać się cienia." ~ Dorota Terakowska
Swoją pierwszą przygodę z afirmacjami rozpoczęłam w punkcie zwrotnym mojego życia. Był to czas, kiedy potrzebowałam otuchy i wsparcia. Ale nie takiego z zewnątrz, tylko tego płynącego z wewnątrz mnie. Chciałam wręcz usłyszeć swój własny głos, zapewniający mnie, że wszystko będzie dobrze, a droga, którą idę, jest tą najlepszą z możliwych. Potrzebowałam też uwierzyć w to. Tak po prostu. Była mi w tamtym momencie potrzebna wiara i zaufanie. Chciałam się tego nauczyć. Chciałam to poczuć całą sobą. Chciałam być tego pewna. Pierwsze afirmacje były tekstami, które słuchałam, kolejne zas czytałam; w myslach bądź na głos. Zacznijmy od tego, że afirmacje mają na celu przekonać nas do zmiany myslenia na swój temat, do zmienienia perspektywy. Z czasem powtarzanie pozytywnych zdań prowadzi do trwałej zmiany w naszym mysleniu. Co ciekawe, zdania, których słuchamy bądź które wymawiamy, nie zawsze są od razu zgodne z prawdą. One często do tej prawdy dopiero dążą, bo chcą się faktycznie zmanifestować w naszym życiu. Człowiek, który mówi, że jest szczęsliwy, może wcale taki nie być. Ale! Chce takim się stać!♡ Afirmacje, w zależnosci też czego dotyczą, wpływają zbawiennie na postrzeganie siebie, swoich relacji, swojego życia. Słowa, które wymawiamy, mają konkretny ładunek energetyczny. W zależnosci co mówimy, z jaką intencją i z pewną niesioną wartoscią, taką energię one przybierają: pozytywną bądź... negatywną. Dlatego niektórzy z goryczą mówią, że słowa potrafią ranić. A gdyby tak zmienić perspektywę? Gdyby mówić tylko same dobre rzeczy? Gdyby mówić tylko te słowa, które budują, wspierają i zapewniają stały wzrost? Gdy słowa nasycone są dobrem i miłoscią, dopiero wtedy dzieje się magia. Pamiętacie magiczne słowa z dzieciństwa? Ich wypowiadanie zawsze wywoływało radosć, entuzjazm, ale też i ulgę, uwolnienie się od negatywnych wibracji. Słowa mają moc. Ogromną moc. A afirmacja, to piękne narzędzie do pracy ze sobą i swoją podswiadomoscią. Podswiadomoscią, która karmi się dobrymi słowami. Afirmacje podnoszą na duchu, zmieniają myslenie na pozytywne, mobilizują, motywują, nakierowują na marzenia, dodają odwagi, siły i pewnosci. Gdy pozwolimy sobie na odczuwanie tego, zaczniemy się z tym utożsamiać oraz będziemy w pełni tym emanować. Bo pamiętajmy, że jestemy tym, w co wierzymy. Dlatego koncentrujmy się na jasnych stronach życia💘

wtorek, 21 stycznia 2020

Dialog ze sobą, czyli odkrywanie swojej wewnętrznej prawdy

"Jeśli doprowadzisz do spokoju własne wnętrze, to co na zewnątrz samo ułoży się we właściwy sposób." ~ E. Tolle
Od początku stycznia kłębi się we mnie wiele emocji. Nowe wydarzenia, nowe okazje i niesamowite zbiegi okoliczności powodują, że staję się zestresowana, niecierpliwa, a nawet czasem pełna wątpliwości, które pojawiają się w nieoczekiwanym momencie. Co tu dużo mówić. Mieszanka wybuchowa. Skrajność. Walka. Pomiędzy sercem a rozumem. Pomiędzy intuicją a racjonalnym myśleniem. I tak też się zdarza. Ale dzięki temu widać, że zachodzi proces. To nie jest stagnacja, a świadomy wzrost. Świadomy, ponieważ nie jest to poddanie się i bierne czekanie, aż coś samo się rozwiąże. Czasem trzeba dać naszym emocjom czas i przestrzeń, żeby mogły się przetransformować w cos pięknego. Ale przy tym jest potrzebna nasza silna wola i wewnętrzna moc, której nic tak dobrze nie rozbudzi jak my sami. Obserwacja emocji, a także praca z nimi jest trudna i niewygodna, bo tak naprawdę dopiero wtedy w pełni odkrywamy siebie, również swoją ciemną stronę... Ale własnie taki poczyniony ruch w swoją własną stronę, od siebie dla siebie, pokazuje nam, że działamy z miłoscią, by ulepszyć i wzbogacić swoje życie, a tym samym życie ludzi wokół nas. A jeżeli mowa o miłosci, to warto wiedzieć jedno: W MIŁOŚCI NIE MA MIEJSCA NA LĘK I STRACH. W MIŁOŚCI JEST PO PROSTU MIEJSCE NA MIŁOŚĆ; TĄ BEZGRANICZNĄ, BEZWARUNKOWĄ ♡

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Zakochać się w życiu

"Dwa najważniejsze dni Twojego życia to ten, w którym się urodziłeś oraz ten, w którym dowiedziałeś się po co." ~ Mark Twain
Zaczyna się dosyć niepozornie. Coś, czego wcześniej się nie widziało, zaczyna pomału, pomalutku być ostrzejsze, coraz wyraźniejsze. Intryguje Cię, chcesz to widzieć częściej i intensywniej. Twoje zainteresowanie robi się na tyle silne, że chcesz znać przyczyny, chcesz dowiedzieć się głębszego sensu tego, co jest. Po pewnym czasie wnikliwych obserwacji, przymykasz oko na wady. Wiesz, że one są. I je akceptujesz. Dostrzegasz piękno w różnorodności, wyjątkowości. Chcesz, by ta wyjątkowość biła dla Ciebie. Choć czasem masz chwilę zwątpienia, to gdzieś w samiusieńkim środku, we wnętrzu Twojej duszy wiesz, że będzie dobrze. Musi być dobrze. Bywa, że się niecierpliwisz, bo wymagasz zbyt dużo na już, na teraz. Wtedy przychodzą myśli... A co jeśli to ja powinnam pierwsza wyciągnąć dłoń w stronę życia? Może to ono czeka na mój pierwszy, odważny krok? Pytań bez odpowiedzi jest wiele. Ale jedno jest pewne. Wolna wola i własny, świadomy wybór są piękne. Przychodzi jednak taka krótka chwila, w której przez chwilę udajesz kogoś, kim nie jesteś. Tylko Ci się wydaje, że dobrze czujesz się we własnej skórze, a tak naprawdę dusisz się pod powłoką fałszu i wiecznego udawania, że wszystko jest w porządku. Wyobrażasz sobie piękne rzeczy, bo wyobraźnia to potrafi. Jednocześnie zatracasz się w obłudzie, bo już nie wiesz, kim jesteś i czego pragniesz od życia. Gdy zdajesz sobie sprawę, że dobrze jest jak jest, bez udawania, bez koloryzowania, z akceptacją wszystkiego, co ofiarowuje życie, powoli odbijasz się od dna. Jeszcze nie wiesz do końca, gdzie lecisz, ale jedno wiesz na pewno. Ku niezmierzonemu światłu. Ku światłu, które daje nadzieję, wiarę, miłość i uzdrowienie. 

niedziela, 1 grudnia 2019

phone photos

Moment, w którym łudziłam się, że uda mi się regularnie pisać, przeszedł w tym momencie własnie do historii. Ale jestem już. Wreszcie jestem. I tyle się we mnie kotłuje myśli, tego, co chcę wam powiedzieć, że sama zaczynam się w tym wszystkim pomału gubić. Ogólnie rzecz biorąc ta jesień jest dosyć chaotyczna. Dzieją się różne rzeczy, które powodują przeróżne emocje, często skrajne. Przez ostatnie 3 miesiące bywały też takie momenty, w których sama siebie zaskoczyłam, a przez to bardziej poznałam. Ta jesień jest nie tylko chaotyczna, ale również intensywna. Niesamowite jest to jak z dnia na dzień człowiek zauważa coraz więcej rzeczy, które powoli zaczyna rozumieć i... akceptować. Tak po prostu. Takimi, jakimi są. Daję sobie samej przyzwolenie na błędy, na wyciąganie z nich wniosków i zaczęcie od nowa tego, co w zeszłym roku popadło w ruinę. Odnoszę wrażenie, że uczę się siebie samej na nowo. Zeszły rok był bardzo ciężki pod różnymi względami. Jeszcze przez pierwsze miesiące tego roku chodziło za mną widmo pewnych wydarzeń, których nie chciałam już więcej w swoim życiu. Czas spowodował, że zdystansowałam się do tego wszystkiego. Zamknęłam tamten rozdział. Zaczęłam skupiać się na sobie, zagłębiłam się w moje nowe zajawki. Zrozumiałam, że muszę sobie pozwolić na emocje i nie mogę ich dłużej tłumić. Bo tłumiąc je i oszukując samą siebie, tylko się spalałam niepotrzebnie. Ale nie ma co roztrząsać tego, co było. Ważne co jest tu i teraz. O emocjonalnych i duchowych aspektach mam do powiedzenia dużo, ale będzie jeszcze mnóstwo innych okazji do poruszenia tych tematów. Wróćmy do tego, co się u mnie aktualnie dzieje. Po pierwsze po miesiącu szkoły przyszło przytłoczenie. Okazało się, że druga klasa do najprzyjemniejszych wcale nie należy. Na pocieszenie mam w głowie swoje cele oraz ludzi wokoło, którzy swoim sposobem bycia i poczuciem humoru utrzymują mnie w tej szarej rzeczywistości, jaką jest jesień. Tego wszystkiego się trzymam i jakoś pnę do przodu. Po różnych wewnętrznych sprzeciwach, buntach, zmęczeniu przyszła czysta stagnacja. Robiłam tylko to, co musiałam, a moja produktywność spadła do zera. Nie sądziłam, że aura jesieni tak mocno na mnie wpłynie. Ale taki chwilowy zastój był mi potrzebny jak się później okazało, by następnie wziąć się w garść i od nowa sięgnąć po to, co mi gdzieś tam umykało. Po dłuższej chwili zaczęło mi się naprawdę chcieć cokolwiek robić i oto jestem. Z podsumowaniem jesiennych miesięcy, w których co jak co, ale działo się coś naprawdę fajnego. Co takiego, to już przeczytacie poniżej. Zrobiłam mnóstwo zdjęć, którymi chcę się z wami podzielić. I cóż mogę jeszcze więcej rzec.. Grudzień, proszę państwa! Miesiąc podsumowań, miesiąc ogrzewania ludzkich serc z pokrywy lodowej pełnej egoizmu i obojętności, a także czas kiełkowania planów i marzeń. Ogółem magiczny czas się zapowiada <3

niedziela, 8 września 2019

10 cytatów, którymi kieruję się w życiu

Nie wiem jak wy, ale jesli chodzi o mnie, to naprawdę ogromnie uwielbiam cytaty. Są pewnego rodzaju czyms, co mnie za każdym razem inspiruje i motywuje do działania, a czasami wręcz do odpuszczenia czegos, co się mnie natrętnie trzyma i nie chce puscić. Już od małego lubiłam grę słów, lubiłam porównywać sobie różne rzeczy, a po pewnym czasie w książkach zaczęłam doszukiwać się drugiego dna, tego głębszego, bardziej znaczącego, który wpływał na mnie w pozytywny, często wyzwalający i uzdrawiający sposób. Niektórzy powiedzą, że to tylko słowa. Ale dla mnie to AŻ słowa. Bo słowa mają jednak w sobie niezwykłą moc. To, czym się otaczamy i to, czym karmimy nasze mysli na co dzień, ma na nas olbrzymi wpływ. Dlatego lepiej, żeby były to słowa z kategorii tych pokrzepiających, dających kopa do działania. W dzisiejszym wpisie chciałam wam przedstawić cytaty, które stawiają mnie do pionu, ale w sposób pozytywny ;)

niedziela, 1 września 2019

Czarne lustro, czyli przepowiednie netflixa mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistosci

Znacie to uczucie, kiedy czytacie książkę bądź oglądacie film i sobie myslicie: kurcze, ja też chcę tak samo jak główny bohater! Chcę tak jak on: takich samych szczerych relacji pełnych ciepła i miłosci, takiego samego zaangażowania w moje hobby, tak samo się ubierać! Gdy czytamy książkę pochłaniają nas szczegółowe opisy pełne niepowtarzalnego klimatu. Czasem są to opisy zwykłych, naturalnych czynnosci, jak choćby czytanie książki, parzenie herbaty, spacer, ubieranie się. A i tak nas zachwycają. Wiecie dlaczego one nam się tak podobają? Bo tworzą sielski, przyjemny klimat, którego nam w tych czasach tak brakuje. I ja wiem, że większosć tu powie, wręcz krzyknie dobitnie, żeby dotarło: ŻYCIE TO NIE BAJKA! No owszem. Ale po częsci może nią być. Z odpowiednim nastawieniem, podejsciem, spojrzeniem na swiat. Nie wiem jak wy, ale zaczynam mieć dosyć tego ciągłego biegu, wyscigu szczurów, przekonania, że żeby "być kims", trzeba ulegać jakims chorym, wymyslnym standardom, tego, że powoli stajemy się nakręconymi robotami, które są zaprogramowane tak, by wykonywać wszystko szybko i na czas. Wciąż nam czegos brakuje, czegos nam mało, lubimy narzekać, czepiać się o byle co i nie doceniamy tego, co mamy. A przecież to, co mamy, nie trwa wiecznie.

wtorek, 20 sierpnia 2019

RODOS - 7 powodów, dla których warto odwiedzić tę magiczną grecką wyspę

Wyspa boga Słońca. Niesamowicie wietrzna z magicznymi zachodami na tle gór. Urzekła mnie od pierwszego wejrzenia i to własnie tam po raz pierwszy od dwóch lat poczułam wewnętrzny, błogi spokój... To był mój drugi raz, jesli chodzi o greckie wojaże. W Grecji po raz pierwszy byłam 3 lata temu. Była to typowa objazdówka, podczas której prawie każdego poranka wstawało się o 6, żeby ze wszystkim zdążyć na czas. To wtedy własnie zwiedziłam stolicę, małe miasteczka, Meteory, płynęłam rejsem, poznałam kulturę, zobaczyłam amfiteatr, park Arystotelesa oraz spróbowałam lokalnego jedzenia. Wydawało mi się, że to wszystko, to totalne greckie maksimum, które mogłam wycisnąć, będąc tam. Wyszłam z założenia, że w Grecji już nic mnie nie zaskoczy i jesli pojadę do niej po raz kolejny, to wszystko będzie jednym wielkim deja vu. Jak grubo sie myliłam! Totalnie wietrzna wyspa zaskoczyła mnie swoim urokliwym klimatem i faktycznie mogę zdecydowanie podpisać się pod zdaniem, że Grecja ma cos takiego w sobie, że się do niej wraca. Ponad dwa tygodnie temu wróciłam do domu i już jestem spragniona tego słońca i tej dobrej energii, która biła od Rodos! Także zabieram was dzisiaj w podróż moimi oczami do tego magicznego miejsca...

wtorek, 16 lipca 2019

Szczerze i od serca, czyli moment, w którym przestałam się zamykać na swiat

Jestem mistrzem w odkładaniu rzeczy na później. Nigdy mi się z niczym nie spieszy, wręcz nienawidzę, gdy ktos mnie pogania, najchętniej żyłabym według swojego rozkładu. Również nie lubię wykonywać czynnosci, które mnie na dłuższą metę nudzą, denerwują i są dla mnie po prostu stratą czasu. Problem pojawia się wtedy, gdy sprawy, którymi wręcz uwielbiam się zajmować, są przeze mnie odkładane na bok z własnej, czystej głupoty. Ale może po kolei. Wiecie czemu założyłam bloga? Szczerze mówiąc sama zadawałam sobie to pytanie miliard razy, ale za każdym razem odpowiedź była inna. Na początku rajcowałam się tym, że mogę się wreszcie porządnie wygadać, szczególnie osobom w moim wieku. W tamtym okresie nie byłam zbyt otwarta, raczej skryta i małomówna. Małomówna oczywiscie na zewnątrz, bo w srodku aż się gotowałam od tego, co miałam w głowie i co chciałabym powiedzieć. Ale wtedy było zupełnie inaczej. Nie miałam tak naprawdę nikogo z rówiesników, z kim mogłabym ot tak pogadać, o wszystkim i o niczym. Potem pojawiły się dziewczyny, z którymi znalazłam wspólny język i ta gadanina jakos sama z siebie wypłynęła na wierzch. Potrzebowałam mnóstwo czasu, żeby się otworzyć i do tej pory mam jeszcze pewne obiekcje, czym mogę się z kims podzielić. Ale umówmy się, że pewne sprawy zostają wyłącznie dla nas. Ostatnie trzy lata, kiedy prowadziłam tego bloga, były niesamowite pod kątem tego jak ja się zmieniałam. Jak zmieniały się perspektywy mojego patrzenia na swiat, tego, jak go odbieram, a raczej jak chcę go odbierać. W tym czasie pisałam na różne tematy. W pewnym momencie się pogubiłam. Przestałam rozumieć, czego tak naprawdę oczekuję od tego, co tworzę. Czego oczekuję od samej siebie. Nie tylko pod względem bloga, ale też i.. życia. 
Kopiowanie lub rozpowszechnianie zdjęć oraz treści zawartych na moim blogu "Mysląc inaczej" bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - KARALNE!