wtorek, 16 lipca 2019

Szczerze i od serca, czyli moment, w którym przestałam się zamykać na swiat

Jestem mistrzem w odkładaniu rzeczy na później. Nigdy mi się z niczym nie spieszy, wręcz nienawidzę, gdy ktos mnie pogania, najchętniej żyłabym według swojego rozkładu. Również nie lubię wykonywać czynnosci, które mnie na dłuższą metę nudzą, denerwują i są dla mnie po prostu stratą czasu. Problem pojawia się wtedy, gdy sprawy, którymi wręcz uwielbiam się zajmować, są przeze mnie odkładane na bok z własnej, czystej głupoty. Ale może po kolei. Wiecie czemu założyłam bloga? Szczerze mówiąc sama zadawałam sobie to pytanie miliard razy, ale za każdym razem odpowiedź była inna. Na początku rajcowałam się tym, że mogę się wreszcie porządnie wygadać, szczególnie osobom w moim wieku. W tamtym okresie nie byłam zbyt otwarta, raczej skryta i małomówna. Małomówna oczywiscie na zewnątrz, bo w srodku aż się gotowałam od tego, co miałam w głowie i co chciałabym powiedzieć. Ale wtedy było zupełnie inaczej. Nie miałam tak naprawdę nikogo z rówiesników, z kim mogłabym ot tak pogadać, o wszystkim i o niczym. Potem pojawiły się dziewczyny, z którymi znalazłam wspólny język i ta gadanina jakos sama z siebie wypłynęła na wierzch. Potrzebowałam mnóstwo czasu, żeby się otworzyć i do tej pory mam jeszcze pewne obiekcje, czym mogę się z kims podzielić. Ale umówmy się, że pewne sprawy zostają wyłącznie dla nas. Ostatnie trzy lata, kiedy prowadziłam tego bloga, były niesamowite pod kątem tego jak ja się zmieniałam. Jak zmieniały się perspektywy mojego patrzenia na swiat, tego, jak go odbieram, a raczej jak chcę go odbierać. W tym czasie pisałam na różne tematy. W pewnym momencie się pogubiłam. Przestałam rozumieć, czego tak naprawdę oczekuję od tego, co tworzę. Czego oczekuję od samej siebie. Nie tylko pod względem bloga, ale też i.. życia. 

niedziela, 30 czerwca 2019

phone photos

Miesiąc truskawek i pierwszych upałów dobiegł końca, a dla mnie nadeszły nowe, lepsze czasy, czyli wakacje :) Jednak pierwszy raz nie czekałam na nie z takim błaganiem, które wzbierało się we mnie co roku, by uciec od otaczającej mnie rzeczywistosci... Tym razem na szczęscie było inaczej. Zastanawiałam się w ogóle czy jest sens publikować wpis odnosnie pierwszego roku w liceum z moimi subiektywnymi odczuciami, ale tak sobie myslę, że każdy idąc do liceum jest na zupełnie innym etapie i być może powinien sam wyciągnąć pewne wnioski, bo w końcu na błędach i na własnych obserwacjach człowiek się najlepiej uczy. Wracając do wakacji, nie mam szeroko zakrojonych planów, jakis tam zarys w głowie jest, ale jak wiadomo szkic zawsze można zmienić. Staram się cieszyć tym, co jest i dać sobie to, czego akurat w danym momencie potrzebuję. To fajnie brzmi, tak górnolotnie, ale nie zawsze jest tak, jak by się chciało i w ciągu roku często zaniedbuje się pewne sprawy na rzecz drugich. W najbliższych dniach mam zamiar się wybyczyć za wszystkie czasy, przede wszystkim być bardziej uważną i być tak po prostu, tu i teraz, bo niektórzy uważają, że jestem mało spostrzegawcza, że nie przyglądam się i nie zwracam na pewne sprawy uwagi. Wzięłam to sobie do serca i.. doszłam do wniosku, że być może czasami odbieram swiat po swojemu i widzę to, co tylko chcę zobaczyć, nie oceniając z góry, bez wysnuwania niepotrzebnych, pochopnych wniosków. Ale z kolei jakby tak skupić się na tym, to może czasem potrzebny jest ten kubeł zimnej wody, żeby przejrzeć na oczy i najnormalniej w swiecie zaakceptować pewne sprawy takimi, jakimi są i nie usprawiedliwiać ich niczym, byle tylko stworzyć idylliczny obraz rzeczywistosci, żeby poczuć się komfortowo? Miało być luźno, krótko, na temat, a jak zwykle wyszło jak wyszło i popłynęłam. Ale! W głównej mierze mój zamysł był taki, żeby napisać, czym się teraz zajmuję i co mnie pochłania. Przede wszystkim dałam jeszcze jedną szansę "Riverdale". Chciałam koniecznie obejrzeć jakis serial i... przepadłam. Dosłownie. Jak wariatka obejrzałam 3 sezony w tydzień, znajdując jeszcze czas w tym wszystkim na lekarza, spotkania ze znajomymi i rodziną. Podsumowując, jak już w cos się wkręcę, to siedzę w tym po uszy :D Ostatnio udało mi się też zakupić matę do jogi, więc dzisiaj może wreszcie znajdę czas, żeby ją wypróbować, bo wczesniej jakos było nie po drodze. Jutro za to mam zamiar egzystować na hamaku z książką i przejrzeć moje ostatnie wpisy (z serii "Julka radzi" - nie no żart ;))) A gdy bloger musi wracać do swoich własnych wpisowych poradników, to wiedz, że cos się dzieje ;)

sobota, 15 czerwca 2019

Mazury pod znakiem pięknych widoków.. i bagien oraz urocze na swój sposób Wilno

Wróciłam padnięta, ale niesamowicie szczęsliwa i naładowana pozytywną energią. Tak w skrócie mogłabym podsumować powrót do rzeczywistosci po jednej z najlepszych wycieczek. I kiedy mówię jednej z najlepszych, to mówię naprawdę, stuprocentowo serio. Nigdy na żadnej wycieczce aż tak dobrze się nie bawiłam. Po tych trzech dniach wreszcie zrozumiałam, co to znaczy dobrze się czuć w czyims towarzystwie. I owszem, nieraz czułam cos takiego podobnego wczesniej, ale nigdy w tak licznej grupie. Całą klasą wybralismy się na Mazury, a punktem zwrotnym była wycieczka do Wilna, choć i tak najlepiej się bawilismy w autokarze, nic więcej do szczęscia nie było nam wtedy potrzebne :D To w nim spiewalismy stare kawałki, dobra disco polo też, żeby już nie było tak przykładnie ;) Ogólnie rzecz biorąc jakies siedem godzin z hakiem minęło bardzo szybko i wylądowalismy w Olecku, a w zasadzie tam to dopiero wieczorem. Wczesniej zas zwiedzalismy twierdzę Boyen w Giżycku i jakies bunkry, choć szczerze mówiąc mało skupiłam się w tamtym momencie na zwiedzaniu, bo nasz przewodnik o trzech imionach... w zasadzie to jest bardzo smieszna sprawa, ale "pan Stanisław, przepraszam Robert, a tak własciwie, to jestem Stefan" już na zawsze pozostanie w naszych serduszkach. Jego "O masakra, co ja widzę" zamieniło się w moje "O masakra, co ja słyszę" :D Dowiedzielismy się od niego wielu istotnych rzeczy, choćby o tym, z czego składa się las mieszany, o  Brygidzie, którą puscił nerw, a wczesniej, gdy byli dziećmi bawili się i dewastowali cmentarz, i o tym, że morał jest taki, że wszystko płynie z bagna, no to co, idziemy dalej hej! Uwierzcie, że pierwszego dnia po prostu padałam ze smiechu i każdy moment, w którym zdążyłam się już uspokoić, był momentem, w którym na nowo nie mogłam wytrzymać z powodu przyjętych informacji! Żeby to jeszcze były informacje, a nie, jak miałam wrażenie, urywki zdań z jakiegos kabaretu :D Pod wieczór zajechalismy do naszego osrodka na kolację, animację i spanie. To ostatnie oczywiscie tylko u niektórych, choć ja i tak byłam osobą w pokoju, która odjeżdżała jako pierwsza ;) A taki widok miałysmy z balkonu, cos cudownego, normalnie obrazkowa definicja spokoju...

poniedziałek, 13 maja 2019

15 sposobów, by odzyskać równowagę, spokój i lepszy humor

Nie macie czasami wrażenia pewnej obłudy, gdy przeglądacie social media? Ja na szczęscie już nie mam tego problemu, bo osoby, które obecnie obserwuję, są ludźmi, którzy nie owijają w bawełnę i nie bawią się w kotka i myszkę. Czasami gdy natknę się na jakies konta na instagramie, mam wrażenie, że wszystko jest takie na pokaz. Mało ludzi w internecie mówi i pokazuje jak jest naprawdę. Przez to internet zamiast stawać się miejscem, w którym ludzie się zrzeszają, staje się w przeważającej częsci czyms, co ludzi dzieli, porównuje i daje złudne poczucie wyidealizowanej rzeczywistosci. Chociażby spójrzcie na zdjęcie powyżej. Wydaje się wszystko cacy. Ładna pogoda? Jest. Wyglądam na zadowoloną? Wyglądam. W miarę. Jednak tego dnia była niezła burza emocji. A mówiąc prosciej - chodziłam nieźle wkurzona tego dnia. Broniłam się jednak przez docenianie i bycie wdzięcznym za to wszystko dobre, co mnie spotkało pomimo takiego humoru. Ale lepiej było nie podchodzić do mnie ani się nie odzywać :D Jakbym miała się porównać w tamtym momencie do deszczu, to nie byłabym tym orzeźwiającym w upalny dzień, a raczej siejącym spustoszenie i tworzącym powódź, która pochłania wszystko, co się napatoczy na drodze... No dobra, może trochę przesadzam, zbyt się rozpędziłam ;) Ale czasami są w naszym życiu takie momenty, w których "trochę" nas ponosi. I tu nie tylko chodzi o gniew, złosć, ale też takie emocje jak lęk i stres. Z autopsji wiem, że takie cos strasznie wyniszcza. Często powoli, niespodziewanie, a niemiłe skutki przychodzą z zaskoczenia... To, co napisałam nie jest jakos wybitnie odkrywcze, ale jakby tak sobie wykalkulować, to całkiem inna kalkulacja (przepraszam, ale musiałam! przyznać się, kto oglądał "Kogla-mogla" i zna większosć niesmiertelnych cytatów? :D). W każdym razie o tych drobnych, niepozornych rzeczach, o których poniżej napisałam, wiele osób zapomina. A żeby wykurzyć złe emocje, potrzebna jest regeneracja i wyciszenie. Poniżej znajdziecie to, co zawsze mi pomaga, czyli to, co poprawia mi humor, rozładowuje emocje, układa poplątane mysli, oczyszcza i uspokaja.

sobota, 27 kwietnia 2019

LIFE UPDATE: o życiu w zgodzie ze sobą, zmiany i plany na wiosnę

Powiadają: "Chcesz zmieniać swiat? To zacznij od siebie.". I taką dewizą mogłabym wyjasnić tę chwilową przerwę. Nie lubię pustych słów rzucanych na wiatr i kiedy piszę, że chcę was w jakis sposób inspirować czy motywować, to faktycznie muszę to czuć. Całą sobą. I teraz, po krótkiej przerwie, kiedy próbowałam sobie kilka spraw poukładać, to wreszcie nabrało to dla mnie nowego znaczenia. Nawiązując do tematu, który widzicie u góry, pomyslałam, że fajnym pomysłem byłoby trochę opowiedzieć o tym, co działo się u mnie przez ostatni miesiąc. Znając siebie dobrze, cos czuję, że to będzie dłuuugi tekst. Ale to chyba nic nowego u mnie :D Także radziłabym w trakcie wziąć sobie cos dobrego do picia i jedzenia, np. serniczek, który został ze Swiąt? ;) W każdym razie ten post będzie takim drobnym (aha, na pewno "drobnym") przerywnikiem. Opowiem wam trochę, co się działo, co mnie aktualnie rajcuje i co planuję na najbliższy czas. Tymczasem siedzę na balkonie i sama się sobie dziwię, że tak późno wpadłam na pomysł pisania na swieżym powietrzu. No cóż, lepiej późno niż wcale!

niedziela, 10 marca 2019

Czym jest dla mnie kobiecosć?

W związku z tym, iż dwa dni temu był Dzień Kobiet, stwierdziłam, że fajnie byłoby z mojej strony cos napisać na ten temat. Zwykle na moim blogu można się spotkać z tematyką lifestylową, poruszam też kwestie samorozwoju i tego wszystkiego, co mnie dotyczy. Ale tak naprawdę chyba jeszcze nigdy nie wypowiedziałam się na temat, który w jakis sposób z jednej strony może jednoczyć ludzi, a z drugiej strony dzielić. Takich tematów, które wzbudzają kontrowersje jest mnóstwo, a takim jednym z nich jest własnie kobiecosć, a w zasadzie to, co pod tym słowem się kryje i jak to rozumiemy. W dzisiejszych czasach wizerunek kobiety, szczególnie jesli chodzi o feministki, jest często wypaczany. Jednak feminizm, to temat rzeka i nie na dzisiejszy post, jednak czasem naprawdę zastanawia i dziwi mnie wsadzanie ludzi do jednego wora z konkretnym podpisem. I oczywiscie zero wychodzenia ze schematów. Czarne albo białe. Bardzo tego nie lubię. Jako osoba, która zazwyczaj znajduje się gdzies pomiędzy w pewnych kwestiach, obserwuję skrajnosci i tylko cieszę się, że mają one ujscie z dala ode mnie. Zdaję sobie sprawę, że to, co przed chwilą napisałam, może być dla niektórych niezrozumiałe, ale myslę, że warto czytać między wierszami, bo na pewne tematy czas przyjdzie później, a dzis chciałam się skupić tylko i wyłącznie na kobiecosci. No własnie. Kobiecosć, to cos, czego według mnie nie można zdefiniować na jedno kopyto. Bo wiecie dla jednej dziewczyny może to oznaczać delikatnosć, noszenie sukienek, a dla innej walczenie o swoje prawa i niezależnosć. Ale! Wiem, że teraz poleciałam stereotypami, ale uwierzcie, że potrzebowałam ich, aby mniej więcej przedstawić zbieżnosci w rozumowaniu kobiecosci. To był celowy zabieg. Dla każdej kobiety kobiecosć oznacza cos zupełnie innego. I to, że własnie rozumiemy to na różny sposób, jest piękne, wyjątkowe i nas wyróżnia. I nie może być tak, że ktos ustali jakies odgórne wytyczne czy dana kobieta jest kobieca, bo nosi taką czy taką fryzurę, ma takie a nie inne poglądy, kieruje się tymi albo innymi wartosciami w życiu. Dlatego ja dzisiaj chcę się otworzyć przed wami i przedstawić krótko, czym ta kobiecosć dla mnie jest. I to, że objawia się ona w taki sposób dla mnie, nie znaczy, że dla innej dziewczyny musi tak samo. I ja to szanuję.

czwartek, 14 lutego 2019

10 zachowań, które nie pozwalają nam się rozwijać

Zima dla blogera to najgorszy okres. Szczególnie gdy jest dziewczyną, która potrzebuje 'siebie na zdjęciach'. Jak można się domyslić pogoda nie sprzyja, a po za tym nie zamierzam występować tu, na blogu, jako okutany niedźwiedź...więc suma sumarum na razie będziecie mnie oglądać z jakichs osobliwych wnętrz. Dlatego wybaczcie tą oszczędnosć, ale kolejny post będzie uwieńczony zdjęciami sprzed ponad miesiąca, które już się nieraz przewinęły od początku roku. Wyszły naprawdę super, a to zasługa mojej utalentowanej i cierpliwej przyjaciółki, która poswięciła dla nich ciepłą kawę...dziękuję, jestes wielka!<3 Od jakiegos czasu jestem mocno nastawiona na rozwój własny i ten 'blogowo-postowy', dlatego ten wpis będzie niejakim ciągiem dalszym poprzedniego. Gwoli przypomnienia, jakby ktos jeszcze nie miał okazji go przeczytać, to poruszałam w nim kwestię rozwoju, a dokładniej; od czego zacząć rozwijanie siebie w aspekcie głównie mentalnym, bo to jednak w głowie i w sposobie myslenia zachodzą te pierwsze zmiany. Zainteresowanych tematem zapraszam tutaj. Dzisiaj z kolei zajęłam się tym, co nas własnie odciąga od wszelkich zmian oraz do pójscia do przodu. Sama mam nieraz problemy z tym, co zaraz przeczytacie poniżej. Czasami, czytając czyjes słowa bądź słuchając kogos, wydaje nam się, że to z nami jest cos nie w porządku, a reszta tak swietnie sobie radzi w życiu. No własnie niekoniecznie. Pisząc posty, piszę je dla was, ale też w głównej mierze dla siebie, żeby usystematyzować mysli i dzięki temu podjąć jakies działania. To funkcjonuje trochę na zasadzie myslodsiewni (są tu jacys fani Harry'ego Pottera? :D).

niedziela, 3 lutego 2019

Co robić w lutym? 10 pomysłów

Długo biłam się z myslami o czym by tu do was napisać. I jak wiecie bądź nie wiecie jestem osobą, która skłonna jest czasami do bycia aż zbyt ambitną. Szczególnie pod względem bloga. Kierując się zasadą, żeby pisać bloga takiego, którego ja bym na pewno czytała, odrzucałam kolejno pomysły na przykład ze względu na to, że najnormalniej w swiecie dany temat mnie nie interesował i nie był mi w żaden sposób bliski. Trwając w takich rozmyslaniach, nawet nie zauważyłam jak z tygodnia przerwy zrobiły się trzy tygodnie. Czy nawaliłam? Nie, nie sądzę i nie czuję tego w ten sposób. Zresztą u mnie to normalka. Czyli wzloty i upadki. Pokłady energii i werwa miska zapadającego w sen zimowy. Już taka jestem. Ale pracuję nad tym, naprawdę! :D Prawda jest też taka, że wolę dodać mniej wpisów na miesiąc niż kilkanascie pisanych na szybko, byle było. Pamiętajcie, jakosć nad ilosć! ;) Przez ostatni miesiąc, który dobiegł końca(!) trzy dni temu, zaczęłam wdrażać moje nowe postanowienia i mniejsze cele. I oczywiscie mam nadzieję, że to wszystko wypali na dłuższą metę. W styczniu były 2 posty, oba dla mnie bardzo ważne. No, może pierwszy jest ciut ważniejszy, dlatego zachęcam was, żebyscie go przeczytali tutaj. Dzisiejszy wpis w porównaniu do ostatnich jest bardzo luźny. Jak już widzicie po tytule, przygotowałam dla was 10 pomysłów na to, co można robić w lutym. Miesiąc ten będzie w tym roku dla mnie przyjemny i w połowie wolny, dlatego, że ferie dla mojego województwa przypadają już za tydzień. Jeju, jak ja na to czekałam! Pomysły, które podaję, są bardzo subiektywne, dlatego że przede wszystkim listę tą tworzę dla siebie, co jest dla mnie dodatkową motywacją, żeby wykonać wszystko to, co sobie zamierzę. Ale myslę, że to będzie dla was także skarbnica różnych sugestii, pewna inspiracja na to, co można robić w ferie bądź w zimowy, wolny dzień. Bez zbędnego przedłużania, zostawiam was i cóż mogę więcej powiedzieć...może tylko tyle, żebyscie zostawili swoje własne pomysły w komentarzach :)
Kopiowanie lub rozpowszechnianie zdjęć oraz treści zawartych na moim blogu "Mysląc inaczej" bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - KARALNE!